|
Swiatynia milosci Otwieram moje ramiona niczym brame swiatyni zbudowanej z milosci i cierpienia. Przechodzisz te brame wciaz z ta sama ufnoscia jak tamtej jesieni gdy stało sie tak po raz pierwszy. Choc wtedy tylko pragnelas milosci i nie wiedzialas ze cierpienie zwiaze sie z nia na zawsze. Przed kruchym oltarzem naszego szczescia uklekniesz ... by szeptac twoja modlitwe do Nieznanego Boga: chcesz poczuc sie bezpieczna ... i prosic o jeszcze jedno zludzenie o jeszcze jedna noc nie dla snu przeznaczona o jeszcze jedno bycie razem poza czasem bez pospiechu. Zegnasz mnie zbyt czesto. Wystarczy, ze zrobie krok w kierunku miejsc gdzie musisze byc juz brakuje tobie moich ramion ... tak silnych, gdy trzymaja delikatne ciało kobiety tak słabych zarazem gdy nie potrafia udzwignac całego ciezaru odpowiedzialnosci za nieodpowiedzialnych. Wracam ... i obejmujesz mnie. Przytulasz sie do mojego serca. Dopóki jest w nim miejsce na tesknote za toba bedziesz sie modlic przed naszym oltarzem i wierzyc w raj ...
|