Radio Cafe wybrało się w Waszym imieniu do kina a ponieważ mróz i śnieg na dworze, więc ogrzać można się choćby w kinie a przy okazji lekko odchamić. Uświetniliśmy swoim pobytem w kinie dwie mocno reklamowane produkcje kinowe "Avatar" i " Parnassus". Ponieważ do kina zazwyczaj chodzi się we dwoje, więc opisy "uniesień" estetycznych, z niewielkimi skrótami, autorstwa dwojga widzów....
"Avatar" to klasyka kina fantasy...walka dobra ze złem, klasyczny romans, zły kontra dobry ale bezbronny i natchniony, czary, baśnie, niesamowita sceneria, obce, wykreowane i jak najbardziej skomplikowane światy. Dostrzegliśmy w filmie tez wątek Mesjasza ....a pomysł drzewa jako centrum świata czy miejsce zamieszkania jakby żywcem wzięty z powieści Kiryła Bułyczowa. Wszystko to stworzone rękoma i umysłem Jamesa Camerona...przy pomocy, w miarę dobrej grupy aktorów, z których jedna szczególnie zaprawiona w "bojach" z filmami S/F ( Sigourney Weaver - "Obcy 8 pasażer Nostromo itd ). Jednak nie to zwraca w filmie uwagę.....bo fabuła naiwna i trącająca myszką ( sterowanie zamiennikiem człowieka poprzez transfer jaźni, obcy, napadnięty przez ziemian świat, zagłada tubylców dla materialnych korzyści ), lecz powala na kolana świadomość, że doczekaliśmy czasów kiedy przy pomocy komputera człowiek jest w stanie wykreować obraz prawie doskonały graficznie. Większość scen dziejących się na planecie Pandora wykreowana została przy pomocy animacji komputerowej co dotychczas w takiej skali nie miało miejsca.Wystarczy spojrzeć w twarz bohaterom tej bajeczki a dopiero widzimy perfekcje animacji. Odwzorować ludzką twarz, to do tej pory była nieziszczalna bajeczka dla programistów...a jednak tym razem się udało. Mimika twarzy i najważniejsze.... oczy wyglądają jak naturalne. Nie zdajemy sobie sprawy jak ludzka twarz "żyje". Niezliczone mięśnie których ruchu nawet sobie nie uświadamiamy powodują ze nasze ludzkie twarze ...żyją. Do tej pory nikomu nie udało się wykreować przy użyciu komputera znośnego wizerunku "żyjącej" twarzy. Cameron zrobił to jako pierwszy i choćby dla tego warto iść na ten film. Dodatkowo niezliczone efekty trójwymiarowe, dźwiękowe ... potęgują doznania estetyczne, które kompensują lekko przydługi film. Twórcy jednak dostają od nas rozgrzeszenie za perfekcjonizm produkcji, która w pełni wynagradza naiwną fabułę i nieznośną długość filmu.
"Parnassus" ....... „Imaginarium” – człowiek ,który oszukał diabła – dr Parnassus .....
Terry Gilliam reżyser „Imaginarium”, posiada w swoim dorobku takie tytuły, jak "Jabberwocky", "Brazil", "Fisher King" ,czy "12 małp", ale przede wszystkim kojarzony jest z cyklem „Monty Pythona”. Wymienione tu filmy zapewne mają tyle samo miłośników, co przeciwników, gdyż Gilliam jest specyficzny.Ma swoją wizję, swój świat i przez całość kariery dąży do zrealizowania, przelania na taśmę filmową zapisu swych umysłowych wrażeń zrodzonych w niewątpliwie pokrętnym umyśle. Miesza abstrakcję, kicz, tandetę i baśnie z jakby to ująć…. delikatnym muśnięciem mroku.
Kicz i tandeta wrzucane w jeden worek z wizjami będącymi odjechanymi zabawami balansującymi na pograniczu jawy i snu to niecodzienna kombinacja i niestety bardzo często trudno zrobić coś sensownego z takiego połączeniach widać to na przykładzie ostatnich filmów Gilliama. „Iaginarium” to film o Dr Parnassusie ,który w dalekiej przeszłości zawarł pakt z diabłem. W zamian za nieśmiertelność dr Parnassus obiecał oddać diabłu swoje pierworodne dziecko, 16-letnią dziś Valentine. Nie zamierza jednak słowa dotrzymać. Uzależniony od alkoholu i hazardu, wciąż nagabywany przez diabła, zmaga się ze swoimi demonami oraz ciężką, choć wydawać by się mogło barwną codziennością. Doktor Parnassus przewodzi cyrkowej grupce wystawiającej dość niecodzienne przedstawienia. Potrafi za pomocą "lustra" wprowadzić ludzi w świat marzeń. Lecz czasy nie sprzyjają interesowi objazdowych grup. Niestety dziś różne cuda każdy ma okazję obejrzeć na ekranie telewizora lub monitora swego komputera i nie potrzebuje magicznego lustra.
Pozytywy: Świetna zabawa na spostrzegawczość dla osób umiejących czytać symbole .Doczesne bajery typu jajko Faberge, wizualizacja ojczyzny - mamuśka, szaleństwo ambicji – drabiny , mnóstwo ciekawych spostrzeżeń utrzymanych w bajkowej konwencji. Wielokrotnie reżyser puszcza do widza oko przedstawiając tańczących policjantów, rosyjską mafię, "magiczną" piszczałkę, "magiczne" lustro, znaki na czole Tony'ego, górę z gigantycznymi schodami, karzełka czy "szczytujące" po wizji bogate panie. obok cukierkowej rzeczywistości z marzeń dziecka, niemal slapstickowe sceny.
Negatywy: Definitywny przerost formy nad treścią – po prostu jeden ,ogromny, wielobarwny oczopląs .Imaginacja tak ogromna ,że często wymykająca się reżyserowi spod kontroli Efektem dla mnie, tego wszystkiego jest panujący na ekranie chaos, który w końcowym akcie filmu kompletnie wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli, niebezpiecznie balansując na granicy czytelności fabuły i ten natrętny do wyrzygania ,błąkający się w każdej minucie i scenie morał, że wyobraźnia może zmieniać świat.
Resume: Prawda ta jest głęboka i pouczająca ,ale…..forma w jakiej to przekazuje Gilliam jest nieczytelna. Jeden z krytyków filmowych napisał o filmie : „Tym razem Amerykanin zaserwował nam, nie oszukujmy się, coś w rodzaju filmowego pokazu cyrkowego lub sklepu typu „1001 drobiazgów”, który mimo tego charakterystycznego dla cyrkowych występów elementu kiczowatości, wciąż stoi na wysokim poziomie.. Jednak wielu z nas, ani cyrku, ani sklepów z drobiazgami, ani iluzjonistycznych sztuczek nie lubi.
Dziwne nie do końca spójne widowisko popkulturowych symboli, kabalistycznych figur, buddyjsko-chrześcijańskich korzeni. Wymieszane w jednym kotle znaczą w sumie niewiele. Tylko tyle, że świat jest pełen magii dla tych, którzy potrafią to w ogóle dostrzec.
AVATAR to film ktory mnie zafascynowal.
to moze tak w dwoch zdaniach tylko.POLECAM
PARNASSUS , dla mnie ten film jest kompletna porazka, nie znam sie moze na sztuce filmowej ,nie polecam... dla mnie to strata czasu na ogladanie i wglebianie sie w tematyke filmu
Capriscu....na oba filmy trzeba iść do kina... AVATAR bez efektów 3D jest naiwną opowiastką z gatunku space - opera, natomiast Parnassus-a nie podejmuję się rekomendować. Widać moja mózgownica nie jest w stanie wyłapać ulotnego geniuszu tego filmu
"Fisher King" w reżyserii w reżyserii Gilliama...to wspaniały film...mogę go oglądać regularnie co kilka miesięcy z tym samym uwielbieniem dla jego twórcy.
Dlatego też "Parnassus" kusi mnie bardzo, mimo tak nieprzychylnych recenzji
Poczekam jednak na premierę tego filmu na dvd...bo w razie czego...mogę go wyłączyć i ..posłuchać Radia Cafe )
a ja jednak wole nawet na największego gniota iść do kina. Rozwalić się w fotelu, poszeleścić odrobinkę papierkami, ruszyć tyłek z domowych pieleszy, zdjąć zadeptane kapcie i zmusić się do spaceru do kina. To i nastrój sali kinowej, pomrukiwanie publiczności zamiast wiecznie dzwoniącego telefonu a i zupełnie inne doznania estetyczne na wielkim ekranie. Wole zapach sali kinowej niż oglądać film w domu i czuć zapachy z własnej kuchni lub w tle słyszeć jak sąsiad bije żonę
o tak...kino to jest to....niepowtarzalna atmosfera....czasami ma się ochotę przyłożyć takiemu co szeleści, albo głośno komentuje wydarzenia na ekranie ...ale wielki ekran dodaje smaku każdemu filmowi...i nawet jak wyjdziemy z kina z uczuciem,ze to nie był ten film, to nic.......a poza tym film to fikcja...czyjeś spojrzenie na rzeczywistość lub fantazja na ten temat..i po prostu go oglądajmy bez doszukiwania się ideologii....jeśli nam się spodoba to świetnie...zostaje oprócz miłych wspomnień z pobytu w kinie...coś jeszcze w nas...jeśli nie to pójdzie w zapomnienie...ot....
Avatar, jak powiedział Ojciec prowadzący, bez 3D to zwykła naiwna opowiastka. Natomiast przy 3D sam żałowałem że nie żyję w świecie w którym mógłbym dosiąść wywerny
Parna-cośtam.. tu też się zgodzę, szkoda czasu. Może i jest to czyjaś wizja, ale tak pokrętna - że chwala Bogu że nie wszyscy mogą swoje wizje na ekran przelewać i tylko nieliczni takie gnioty tworzą..
I co do samego kina - lubię ten klimat, wielki ekran, czyjąś dłoń w swojej.. bez tego to jakoś tak nijak